Szepczące krajobrazy
Obszar nad Odrą i Nysą, po polskiej i po niemieckiej stronie, jest krajobrazem pogrążonym w milczeniu. Krajobraz, którego szept niosą fale z jednego brzegu na drugi. Dźwięki dwóch różnych języków. Krajobraz w zamknięciu, który miarowo staje się granicą między jednym a drugim.
Zniszczone mosty dają świadectwo braku kontaktu. Brak przejścia, brak brodu, brak stopienia się w formie, tak aby obie strony wzajemnie czerpały korzyści. Raczej przeczekanie po obu stronach. Rybacy, wioski, którym brak bliźniaków z naprzeciwka, młodzież jeżdżąca na motorach wzdłuż brzegów i rozpalająca ogniska. Spojrzenie w daleką bliskość.
Tam gdzie są przejścia, szept ustępuje gadaninie. Nierówność społeczeństw objawia się na bazarach, które jak przerzuty przenikają od mostów granicznych w głąb kraju. Wydarte w ziemi nory borsucze. Poruszanie się na oślep. Przypominające labirynty, bezcelowo rozprzestrzeniające się targi. Przepierzenia z desek, budy, kontenery. Podążać za zapachem wędzonego mięsa. Dziwna symbioza kwitnącej z zapałem chwastów małej ekonomii i państwowych kontroli granicznych. Paszporty –komputer– spojrzenia. Brak wspomnień, który przylgnął do tych miejsc. Lecz również grona doświadczeń, które rosną przy zasiekach granicznych. Czułość między niektórymi handlarzami oraz między handlarzami i klientami. Śmiech i akceptacja. Także: przemoc, która wychodzi na światło dzienne w tych kontaktach.
W wielu miejscach jest tak cicho, że uderzenia skrzydeł łabędzi wytwarzają nierealną akustykę. Jak gdyby odlatywała cała kraina. Ale dokąd? Pióra, odporne pióra na wietrze. Wyciągnięte białe szyje. Nierealne ptaki.
Cierpienie nad granicą, niefart, wynikający ze stosunków politycznych. Miejsca, które liczą na tę drugą stronę rzeki, bez niej by przepadły. Utrata formy. Złamana forma. Mużakowski Park Krajobrazowy, założony w 1815 roku przez księcia Hermanna Pücklera w Mużakowie, został znacznie zniszczony przez zacięte bitwy II wojny światowej. Nieodwracalne szkody na drzewach i domach spowodowane przez odłamki granatów i pistolety maszynowe. Oba mosty w parku, na Nysie, zostały wysadzone pod koniec wojny przez żołnierzy wehrmachtu. Po zakończeniu wojny zdecydowano, że część parkowa ma zarosnąć i zmienić się w rezerwat przyrody. Od czasu przełomu politycznego w 1989 roku grupy polsko-niemieckie pracują nad przywróceniem pierwotnej formy parku. Zarośnięte drogi i osie widokowe są znów odsłaniane. Zielona archeologia. Podcinanie i odkrywanie. Wydobycie na światło dzienne. Ogrodnicy-detektywi z siekierą, łopatą i piłą.
Szemrzenie nurtu, pokojowe bulgotanie wąskiej rzeczki. Płycizna. Można przejść na piechotę z podwiniętymi nogawkami. Leniwe przesuwanie. Leniwe płynięcie. Mętne płynięcie, brązowe. (Nysa) Z Görlitz osad myśli niepokornego teologa Jakuba Böhme. Odra i Nysa zlewają się.
Od wieków powodzie. Wysuszone sitowie, co przylega do filarów mostu jak oszalowanie.
Podobny do sieci finał Warty, która wlewa się do Odry. Leniwa ospała Odra. Obca Odra. (Film Helke Misselwitz pod tym samym tytułem). Krwawiąca Odra. Odra– rzeka, która mogłaby być wieloma rzekami. Rzeka jak metamorfozy Owidiusza. Szukająca stale nowego podłoża. Niezadowolona z ofert, jakie przedkładają jej ludzie. Rzeka, co płynie jak pęk odnóg. Kładzie się na brzegach jak odpoczywające jeziora. I rozpływa się w Zalewie Szczecińskim, gdzie miesza się słodka woda z kwaśną. W morzu rzeki upływają. Światło z pism Böhme, którego kropla wpadła do Nysy, staje się rybą w morzu i płynie ku innym brzegom.
Przecierpiane, pogodne fale. Cierpiące i pogodne fale Odry i Nysy. Sunące łodzie. Ślady kilu. Rozdział wód.
Surowa zima 1995/96. Marznąca jazda koleją, bo zepsuło się ogrzewanie, z Berlina do Kostrzyna. Opuścić przepełnione miasto. Przebyć przez jego dzielnice. Zostawić za sobą lasy. (Marchijska Szwajcaria) Wjazd w przełom Odry. Z gęstego poszycia w dal. Scena, która się otwiera. Krew tysięcy. Walki na wzgórzach Seelow. Zamarznięta geometria przełomu rzeki. Kanały nawadniające i odwadniające. Pola. Rzędy drzew, które zatrzymują wiatr. Sarny stoją w stadach. Dziki zakopują się w muldach. Oczy krajobrazu – bagna, moczary. Powierzchnie pól. Założone wioski. Losy - gry hazardowe. Założone przed 250 laty.
Siła przyciągania rzeki. Jej magnetyzm. Most graniczny potem kontrole paszportowe. Przez Odrę. Pomnik radziecki. Gwiazda, działo przeciwlotnicze. Twierdza Küstrin, która została doszczętnie zniszczona w czasie II wojny światowej. Tylko jeszcze wystają z ziemi olbrzymie fundamenty. Miejsce, w którym zdarzyła się tragedia Katte. (Czytając Fontane) Lód wyrasta z zamarzniętej rzeki. Wije się wokół resztek zamarzniętego miasta. Wrasta w bazar i otacza pozostałe domy. Dusi nadbrzeżne zarośla. Dusi koszary radzieckie na wyspie. Atakuje zabite gwoździami okna i płoty z drutu kolczastego. (Dziedzictwo epoki) Lód zalewa też piwnice domów w dzielnicy Küstrin Kietz. Stacja rozrzędowa leży w mdłym świetle. Jak gdyby zima nie dopuszczała żadnego światła. Rozrastający się lód. Lodołamacze odmawiają posłuszeństwa i Odra jest nieżeglowna. Straż graniczna zwiększa obsadę granicy, gdyż uciekinierzy mogliby przejść po lodzie. W upalny świat.
Wiosną wypuszcza znów pędy wierzba głowiasta. Moja cudna wierzbo głowiasta! O grubym pniu i gęsto rosnących witkach. Twoje wąskie oczy liści! Twój pień, twoje włosy! (Rozkwitanie krajobrazu.)
Lecieć przed siebie na rowerze asfaltowym szczytem wału, brzęcząc, wydając radosne okrzyki. Lecieć, lecieć...bez celu. Pożerać dal. Nie ma miejscowości. Z rzadka wioska. Dymiący komin – nie często. Czasem: Pies, który ujadając rzuca się i skomląc (lub śmiejąc) się oddala. Czasami samochody celników. Celnicy z podwiniętymi rękawami. Przekomarzają się. Wypatrujący przez lornetkę – gniazd bocianich. Powrót bocianów. Szczęśliwe, zajęte gniazda i nieszczęśliwe, puste. Za dużo spokoju, za dużo pustki dla krajobrazu, dzielącego światy. Także melancholia krajobrazu, jego stale powracający smutek.
Do tej melancholii należy nawrót zimy. Przerwana radość ptaków. Krzewy stoją przemarznięte. Delikatne kwiaty – cienki lód. Kawałki lodu jak płyty gramofonowe spływają ku brzegowi i obracają się trzeszcząc w rytm nurtu. Instrumenty solowe ... poza tym tylko cisza. Bezgłośnie zsuwa się do rzek mokry śnieg. Na niebie pozostają białe dziury.
Pragnienie w okolicach Mescherin! Grupki ludzi czekają na brzegu na statek bezcłowy, który szuka kursu w odnogach Odry. Starzy, zapyziali ludzie czekają. Czekają podpici. Czekają w swych kiepskich płaszczach i butach. O zaczerwienionych twarzach, przybywają z daleka. Rejs jest gratis– przez cały rok.
W marcu 2001 wędruję po nadodrzańskich wałach. Między mostem celnym a Kienitz. Oddychająca klarowność. Pusta scenografia drogi. Wydarzenia rozgrywają się zamiast tego w sercu, w zmysłach. W metrum kroków. Ich jednostajność. Synchronizacje. Odpoczywający oddech. Skoncentrowany ruch. Otwieranie się przestrzeni. Wdech i wydech– bezustannie, bezustannie! Ostateczne, czujne, zdecydowane kroki. Czyste powietrze. Kelnerka z mnóstwem piegów w restauracji rybnej. Karciarze, jeden z nich z wytatuowaną na przedramieniu flagą wojenną rzeszy, w restauracji.
Na zewnątrz mężczyzna pali swoje listy i rachunki, gdyż boi się że wyjmą dokumenty z kosza i zrobią mu coś złego.
Drobny grad spada na nagrobki żydowskiego cmentarza w Großneuendorf.
Wiersz Antonia Machado towarzyszy w wędrówce:
Droga powstaje gdy idziesz.
Gdy idziesz powstaje droga,
a gdy się oglądasz,
widzisz ścieżkę,
na którą już nigdy nie będzisz mógł wstąpić.
Tymczasowe formy krajobrazów nad Odrą i Nysą. Nowe znaczenie rzek nadejdzie! Ponowne zapisanie starych fal. Nowa semantyka, nowa praktyka.
sierpień 2003
autorze:
Iris Janke urodziła się w 1975 r. w Monachium. Od 1999 r. mieszka w Berlinie. Od ukończenia studiów (Uniwersytet Sztuk Pięknych w Berlinie), wiosną 2003, pracuje jako niezależna artystka fotografik.
Bernhard Sallmann jest twórcą filmowym. Urodził się w 1967 w Linz/ Austria. Od 1988 r. mieszka w Berlinie. Ukończył studia publicystyki, germanistyki i socjologii w Salzburgu i Berlinie, potem studia reżyserii filmowej w Poczdamie-Babelsbergu. Właśnie ukończył esej dokumentalny „Freiheit der Bäume”, film o Mużakowskim Parku Krajobrazowym.
filmografia (wybór)
1999: Deutsche Dienststelle, Menschen am Kanal
2000: Neugeteilter Himmel
2001: Berlin-Neukölln
2002: 400 Kilometer Brandenburg


















Iris Janke
Eine Reise entlang der deutsch-polnischen Grenze
Text
Flüsternde Landschaften
Bernhard Sallmann
Ich habe diesen Raum betreten.
Bin zwischen zwei Ländern hin und her gefahren.
Manchmal mehrmals am Tag.
Deutschland, Polen, Polen, Deutschland.
Immer entlang der Grenze.
Von Nord nach Süd. Vom Meer ins Gebirge. Durch Dörfer und Städte.
Fotos der Reise: Ecken, Wände, Mauern, Häuser, Felder,
Landschaften und Menschen.
Polen und Deutsche.
Iris Janke
Flüsternde Landschaften
Das Gebiet an Oder und Neisse, zu deutscher und polnischer Seite, ist eine dem Schweigen zugeneigte Landschaft. Eine Landschaft im Flüsterton, den die Wellen hörbar von einem Ufer zum anderen übertragen. Die Klänge zweier unterschiedlicher Sprachen. Eine Landschaft in Klausur, die maßvoll ihre Grenze hin zum anderen annimmt.
Die abgetragenen Brücken zeugen vom fehlenden Miteinander. Kein Übergang, keine Furt, keine Veschmelzung in der Form, daß beide voneinander Nutzen hätten. Vielmehr ein Ausharren an beiden Seiten. Die Fischer, die Dörfer, die ihr Gegenüber missen, die Jugendlichen, die auf Mopeds an die Uferränder fahren und Lagerfeuer entzünden. Ein Blick in die ferne Nähe.
Wo die Übergänge sind, weicht das Schweigen dem Geplapper. Die Schieflage der Gesellschaften tritt zutage an den Basaren, die sich von den Grenzbrücken metastatisch in das Land winden. Gedrungene Dachsbauten. Darin blindes Vorankommen. Labyrinthische, planlos ausgreifende Märkte. Bretterverschläge, Buden, Container. Den Gerüchen geräucherten Fleisches folgen. Eine eigenartige Symbiose zwischen einer kleinen wuchernden Ökonomie und den staatlichen Grenzkontrollen. Pässe – Computer – Blicke. Die Erinnerungslosigkeit, die diesen Orten anhaftet. Aber auch die Erfahrungstrauben, die an den Grenzgittern wachsen. Die Zärtlichkeit zwischen einzelnen Händlern und zwischen Händlern und Kunden. Gelächter und Anerkennung. Auch: Die Gewalt, die in diesen Verhältnissen zutage tritt.
Es ist so still vielerorts, dass der Flügelschlag der Schwäne eine irreale Akustik erzeugt. Als ob eine Landschaft wegflöge. Aber wohin? Feder, widerstandsfähige Feder im Wind. Vorgestreckte weiße Hälse. Unwirkliche Vögel.
Das Leiden an der Grenze, das Malheur, das die politischen Verhältnisse darstellen. Orte, die mit der je anderen Seite des Flusses rechnen und ohne sie verkümmerten. Formverlust. Gebrochene Form. Der Muskauer Landschaftsgarten, 1815 von Fürst Hermann Pückler Muskau beschlossen, wird durch die letzten hartnäckig geführten Kämpfe des 2. Weltkriegs arg beschädigt. Irreversible Schäden an den Bäumen und Bauwerken durch Granatsplitter und Maschinengewehrfeuer. Die beiden Parkbrücken, die über die Neisse führten, sind zu Kriegsende von der Wehrmacht gesprengt worden. In Polen wurde nach Kriegsende beschlossen, den gestalteten Parkteil zuwachsen zu lassen und in ein Naturschutzgebiet zu verwandeln. Seit der Wende arbeiten deutsch-polnische Arbeitsgruppen an der Wiederherstellung der ursprünglichen Parkkonzeption. Zugewachsene Wege und Blickachsen werden wieder freigelegt. Eine grüne Archäologie. Beschneiden und Abtragen. Sichtbarmachung. Detektivische Gärtner mit Axt, Schaufel, Säge.
Das Dahinplätschern, das friedliche Gluckern eines schmalen Flüsschens. Seicht. Zu Fuß mit hochgekrempelten Hosen zu durchwaten. Träges Gleiten. Träges Fließen. Trübes Fließen, braun. (Neisse) Von Görlitz das Schwemmgut der widerspenstigen Theologie Jakob Böhmes. Das Ineinanderfließen von Oder und Neisse.
Die Hochwasser seit Jahrhunderten. Das vertrocknete Schilf, das an den Brückenpfeilern wie eine Verschalung klebt.
Das netzartige Finale der Warthe, die sich in die Oder ergießt. Träge Oder. Fremde Oder. (Ein Film gleichen Namens von Helke Misselwitz.) Blutende Oder. Oder: Ein Fluss, der andere Flüsse sein könnte. Ein Fluß wie eine Ovidsche Metamorphose. Der sich sein Bett immer wieder neu sucht. Unzufrieden mit den Angeboten, die die Menschen ihm machen. Ein Fluß, der als Bündel von Flussläufen fließt. Sich an den Seiten ablegt wie ruhende Seen.
Und sich im Stettiner Haff auflöst. Wo sich süßes Wasser und saures Wasser mischen. Im Meer vergehen die Flüsse. Das in die Neisse eingeträufelte Licht von Böhmes Schrift wird Fisch im Meer und schwimmt zu anderen Ufern.
Durchlittene, heitere Wellen. Leidende und heitere Wellen der Oder und Neisse. Die gleitenden Kähne. Die Kielspuren. Die Teilung des Wassers.
Der strenge Winter 1995/96. Eine frierende Fahrt mit der Eisenbahn, weil die Heizung ausgefallen ist, von Berlin nach Kosztrzyn. Die verdichtete Großstadt verlassen. Ihre Bezirke durchqueren. Die Waldzonen hinter sich lassen. (Märkische Schweiz) Einfahrt in das Oderbruch. Durch das dichte Holz in die Weite. Eine Bühne, die sich öffnet. Das Blut von Tausenden. Die Schlacht an den Seelower Höhen. Die gefrorene Geometrie des Bruchs. Be- und Entwässerungskanäle. Felder. Baumreihen, die den Wind abhalten. Rehe stehen in Rudeln. Wildschweine graben sich in Kulen ein. Die Augen der Landschaft – Pfühle, Sümpfe. Die Flächen der Felder. Die angelegten Dörfer. Loose - Glücksspiele. Vor 250 Jahren angelegt.
Die Anziehungskraft des Flusses. Sein Magnetismus. Die Grenzbrücke dann. Die Paßkontrollen. Über der Oder. Das sowjetische Ehrenmal. Der Stern, die Flak. Die Festung Küstrin, die im 2. Weltkrieg restlos zerstört wurde. Nur noch die riesigen Fundamente ragen aus der Erde. Der Ort, an dem die Katte-Tragödie stattfand. (Fontane lesend.)
Das Eis wächst aus dem gefrorenen Fluß heraus. Es umschlingt die Reste der gefrorenen Stadt. Es wächst in den Basar hinein und umschließt die verbliebenen Häuser. Es erwürgt die Sträucher am Ufer. Es erwürgt die sowjetischen Kasernenanlagen auf der Insel. Die zugenagelten Fenster und die Stacheldrahtzäune attackiert es. (Das Erbe einer Epoche.)
Das Eis flutet auch die Keller der Häuser in Küstrin Kietz. Der Rangierbahnhof liegt in einem dünnen Licht da. Wie wenn dieser Winter gar kein Licht zuließe. Das wuchernde Eis. Die Eisbrecher versagen den Dienst und die Oder ist nicht mehr schiffbar. Der Bundesgrenzschutz erhöht seine Kontingente, weil die Flüchtlinge über das Eis gehen könnten.
In eine hitzige Welt hinein.
Im Frühling treibt die Kopfweide wieder aus. Kopfweide, meine Schöne! Mit dem dicken Stamm und den dicht wachsenden Ruten. Deine schmalen Blätteraugen! Dein Stamm, dein Haar! (Das Aufblühen einer Landschaft.)
Mit dem Fahrrad, surrend, jubilierend, auf der asphaltierten Dammkrone dahinfliegen. Fliegen, fliegen... ohne Ziel. Du Weitenfresser. Ortlos. Selten ein Dorf. Ein rauchender Schornstein - manchmal. Vereinzelt: Ein Hund, der bellend heranstürmt und wimmernd (oder lachend) sich entfernt. Manchmal Fahrzeuge des Zolls. Beamte mit hochgekrempelten Ärmeln. Sich neckend. Mit dem Fernglas spähend – auf die Storchennester. Die Wiederkehr der Störche. Die glücklichen, belegten Nester und die unglücklichen, leerstehenden.
Zu viel Friede, zu viel Nichts für eine Landschaft, die Welten teilt. Aber auch die Schwermut einer Landschaft, ihre immer wiederkehrende Trauer.
Zu dieser Schwermut gehört der Wiedereinbruch des Winters. Der unterbrochene Jubel der Singvögel. Überfroren stehen dann die Sträucher. Zarte Blüte – dünnes Eis. Schallplattenförmig gefrorene Eisstücke gleiten an das Ufer und drehen sich scharrend im Rhythmus der Strömung. Solistische Instrumente... und sonst nur Stille. Lautlos gleitet der nasse Schnee in die Flüsse. Und weiße Löcher im Himmel bleiben zurück.
Durst bei Mescherin! Menschentrauben warten am Ufer auf das Zollfreischiff, das sich seine Route sucht in den Armen der Oder. Alte räudige Menschen warten. Sie warten angetrunken. Sie warten in ihren schlechten Mänteln und Schuhen. Mit ihren geröteten Gesichtern kommen sie von weither. Die Schifffahrt ist gratis – das ganze Jahr über.
Im März 2001 wandere ich am Oderdamm entlang. Zwischen Zollbrücke und Kienitz.
Atmendes Klarsein. Die leere Szenografie der Strecke. Die Ereignisse liegen stattdessen im Herzen, im Empfinden. Im Versmaß der Schritte. Ihr Gleichmaß. Synchronisierungen. Der ruhende Atem. Die konzentrierte Bewegung. Raumöffnungen. Einatmen und Ausatmen – immerfort, immerfort! Schlussfolgernde, wache, schlüssige Schritte. Die klare Luft.
Eine Kellnerin mit vielen Sommersprossen in einem Fischlokal. Kartenspieler, einer mit einer eintätowierten Reichskriegsflagge am Unterarm, in einer Gaststätte.
Ein Mann verbrennt im Freien seine Briefe und Rechnungen, weil er befürchtet, daß die Dokumente aus dem Papiermüll entwendet werden könnten und ihm jemand Schaden zufügen könnte.
Graupel fällt auf die Grabsteine des jüdischen Friedhofs in Groß Neuendorf.
Ein Gedicht von Antonio Machado begleitet die Wanderung:
Weg entsteht im Gehen.
Im Gehen entsteht der Weg,
und schaust du zurück,
siehst du den Pfad,
den du nie wieder betreten kannst.
Vorläufige Formen der Landschaften an Oder und Neisse. Eine neue Bedeutung der Flüsse wird kommen! Ein Überschreiben der alten Wellen. Eine neue Semantik, eine neue Praxis.
August, 2003